Poradnik OSWG

Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Głuchych im. Jana Siestrzyńskiego w Warszawie

Czy język polski może być traktowany jako obcy w nauczaniu osób niesłyszących?

Tempo rozwoju języka małego dziecka niejednokrotnie budzi zdumienie u osób, które obserwują na co dzień funkcjonowanie małych istot ludzkich. Jak to się dzieje, że trzylatek operuje gotowym, funkcjonalnie wystarczającym, chociaż swoistym językiem? Jest to możliwe, gdyż człowiek przychodzi na świat z naturalną predyspozycją do opanowania języka. Już w życiu płodowym zaczyna się uczestnictwo małego dziecka w rzeczywistości, która po urodzeniu, staje się jego rzeczywistością językową. Jeśli dziecko styka się z tekstami, to pierwszy język aktywuje się sam, bez jakiegokolwiek aktu woli człowieka, u którego się dokonuje.
Marek Świdziński i Sylwia Fabisiak w artykule Dwujęzyczność- zagrożenie, wyzwanie, jedyna szansa mówiąc o rozwoju języka małego dziecka stwierdzają: Cudem jest, że dzieje się to tak błyskawicznie. Ale ten cud drugi raz się nie powtórzy. Każdy kolejny język będzie poznawany i wdrażany w trudzie. Otoczenie tekstami w obcym środowisku językowym nie daje automatycznego opanowania cudzej mowy. Wejście w te [cudze] języki wymaga aktu woli  (przyp.1).
Wyżej wspomniana wypowiedź uświadamia podstawową różnicę pomiędzy językiem pierwszym, tym naszym, a kolejnymi, które są nazywane obcymi. Różnica polega na tym, że pierwszy język jest nabywany, zaś drugi i kolejne języki są nauczane. Nauka języka obcego jednym z nas nie sprawia wielu kłopotów, dla innych jest prawdziwym trudem i sprawdzianem motywacji.
Niekiedy język pierwszy jest jedynym, którym dysponuje człowiek. To dzięki niemu mamy szansę na najwcześniejsze doświadczenie rzeczywistości i pierwszy kontakt z otoczeniem. To pierwszy język, ten nasz, ojczysty ma więc znaczący udział w poznawaniu świata i kształtowaniu osobowości, powodując, że człowiek się z nim utożsamia, a w dorosłym życiu zazwyczaj w nim myśli, śni, liczy, modli się (przyp.2). Zazwyczaj język rodziców jest naszym pierwszym językiem. Na długo przed momentem, gdy dziecko samodzielnie zapyta po raz pierwszy: Cio to?, rodzice tłumaczą mu świat. Słowa: mama, tata, baba, dziadzio językowo wypowiadane setki razy przez najbliższe otoczenie, to jakby przedstawienie dziecku jego najbliższego świata, w którym elementy mają swoją nazwę.
Co dzieje się wobec tego w sytuacji dziecka, którego rodzice mają dwa różne języki ojczyste i używają ich w kontaktach z dzieckiem? Czy istnieje wtedy język pierwszy? M. Świdziński i J. Fabisiak zaznaczają w cytowanym wcześniej artykule, że w sytuacji bilingwizmu, a więc posługiwania się równorzędnego dwoma językami w mowie i piśmie, to jeden z nich jest dla dziecka „bardziej pierwszy” (przyp.3).
Jaka jest wobec tego sytuacja osób niesłyszących? Wiadomo, że niesłyszący są pod wieloma względami zróżnicowaną grupą. Profesor Świdziński w swojej koncepcji dwujęzyczności zakłada, że osoba niesłysząca jest rodzimym użytkownikiem języka migowego, w Polsce jest to Polski Język Migowy. Dopiero drugim językiem jest język słyszącej większości. Nauka tego drugiego języka, byłaby więc traktowana jako nauka języka obcego. Taka koncepcja pozwala traktować język polski osób Głuchych jako obcy. Profesor zaznacza także, że Głuchy w Polsce nie jest, i nigdy nie będzie Polakiem z językowego punktu widzenia: polski jest dla niego językiem obcym (przyp. 4). Warto podkreślić, że płaszczyzną wspólną dla osób Głuchych i dla cudzoziemców jest odrębność językowa od większości Polaków i zbieżność sytuacji komunikacyjnej tych dwu grup. Nie chodzi więc tutaj o odczucie polskości osób Głuchych, lecz o pewne zjawiska językowe.
Ciekawy przykład podaje Ewa Domagała- Zyśk w książce pt. Surdoglottodydaktyka (przyp.5) . Autorka przytacza list niesłyszącego studenta Uniwersytetu Gallaudet`a do rektora tej uczelni w podziękowaniu za udzieloną studentowi pomoc finansową. Fragment listu po przetłumaczeniu na język polski brzmi: (…) Poczułem, że pomimo olbrzymie trudności mam twarz w radzeniu sobie z moje trudności finansowe, ta wybitna umiejętność, która ja rozpoznaję w Panu mogłeś pomóc mi.(…). Opisując tę sytuację Ewa Domagała- Zyśk wspomina, że treść listu była pokazywana wielu osobom nie związanym ze środowiskiem uniwersytetu Gallaudet’a. Zdumiewające były odpowiedzi osób zapytanych o to, kim może być osoba pisząca taki list. Okazuje się, że odpowiedź każdej zapytanej osoby była taka sama: Jest to list napisany przez obcokrajowca. Przykład ten dla autorki Surdoglottadydaktyki jest kolejnym dowodem na istnienie zbieżności zjawisk językowych u obcokrajowców i osób niesłyszących. Taka płaszczyzna odniesień tych dwu grup społecznych tworzy podstawy nowego podejścia do nauczania osób niesłyszących, którego kierunek wyznacza glottodydaktyka – nauka o procesie uczenia się i nauczania języków obcych. Surdoglottodydaktyka jest częścią tej nauki. Jest młodą dziedziną wiedzy, której nazwa został użyta po raz pierwszy w Polsce w artykule Ewy Domagały- Zyśk w 2003 r. Przedmiotem badań surdoglottodydaktyki są zjawiska uczenia się i nauczania języka obcego osób niesłyszących, a także zjawiska komunikowania się w języku obcym przez te osoby.
Zatem, czy język polski może być traktowany jako obcy w nauczaniu osób niesłyszących? Opinie przytoczonych wyżej uniwersyteckich autorytetów potwierdzają taką możliwość.

Joanna Ulanowska

Literatura:

1. M. Świdziński, J. Fabisiak, Dwujęzyczność- zagrożenie, wyzwanie, jedyna szansa, [w:] Biuletyn konferencyjny z obchodów 40-lecia pracy z młodzieżą w OSWG, OSWG Łucka, Warszawa 2010, s. 23-24.

2. Ewa Lipińska: Przyswajanie języka pierwszego a uczenie się języka obcego/drugiego. W: Z zagadnień dydaktyki języka polskiego jako obcego. Kraków: Wydawnictwo Univeritas, 2006, s. 19-28.

3. M. Świdziński, J. Fabisiak, Dwujęzyczność…, op. cit.

4. Ibid., s.26.

5. E. Domagała- Zyśk, Surdoglottodydaktyka, wyd. KUL, Lublin 2014, s. 43.

Comments are closed.